niedziela, 13 listopada 2016

2.65 M 1 : 0 anatomia

Strach ma wielkie oczy, co pokazał również ten tydzień. Udało mi się zaliczyć dopuszczeniówkę do szpilek z kończyny górnej i dolnej w pierwszym terminie! Jestem mega szczęśliwa, tym bardziej, że zdało jakieś 50% studentów, więc zdanie tego nie było takie oczywiste.
No, także do przodu! :D I przyszłym tygodniu czekają mnie pierwsze szpilki. Ciekawa jestem jak mi pójdzie, bo do tej pory dwóch próbnych zaliczeń nie zdał chyba nikt z mojej grupy...
Także siedzę, wertuję atlasy, oglądam zdjęcia i sekcje na yt. I pojęcia nie mam czy to jest dobry sposób nauki... czas pokaże.


sobota, 5 listopada 2016

2.64 Studiowanie in situ

Wiecie co?

Słyszałam, że studiowanie medycyny to nie taka prosta sprawa, słyszałam, że zajmuje masę czasu. I nawet w to uwierzyłam, pogodziłam się z tym, że tak będzie. Ale jednak zupełnie czym innym jest to wiedzieć, a czym innym doświadczyć tego na sobie. Siedzieć nad tymi książkami 70% czasu, podczas którego nie śpicie lub nie jesteście na uczelni, wpadać w zbiorową panikę przed anatomią...

Jakkolwiek byście się nie starali, to nie jesteście w stanie sobie tego wyobrazić (przynajmniej ja nie byłam).

Nie wiem jak ilość materiału i egzekwowanie jego opanowania wygląda na innych uczelniach, ale w Kato jest ciekawie /czyt. nauki dużo, albo jeszcze więcej/. Nie powiem, żebym tylko się uczyła i nie miała czasu na cokolwiek innego. Gotuję sobie obiady, w miarę regularnie śledzę losy bohaterów z Grey's anatomy... zdarza mi się mieć gości czy pojechać w rodzinne strony. Ale to wszystko dzieje się w przerwach między nauką, a nauką.

I chociaż jest ciężko, chociaż czasami na prawdę mam dość i rzucam te książki w kąt (oczywiście na parę chwil, na więcej nie mogę sobie przecież pozwolić xd) to nie żałuję decyzji, że zdecydowałam się na ten kierunek studiów. Kręci mnie to, podoba mi się to całe studiowanie, siedzenie w prosektorium i wertowanie atlasów. Podobają mi się zajęcia z pierwszej pomocy, na których jesteśmy skłaniani do refleksji nad wagą naszego przyszłego zawodu, uświadamiamy sobie jak wiele od nas będzie zależeć i jak istotne jest posiadanie usystematyzowanej wiedzy i umiejętność korzystania z niej w sytuacjach stresowych.


O anatomii słów kilka.
Zakres materiału, który musi przyswoić student jest strasznie duży. W zależności od pozycji, na które się zdecyduje jest to jakieś kilka tysięcy stron. Ja uczę się z: atlasu Sobotty, Nettera, McMinna, Pituchowej, Skawin, Streszczenia Bochenka. I mimo, że jest tego całkiem sporo, zawsze znajdzie się coś, o co asystent zapyta, a Ty nawet o tym nie słyszałeś! :D
Anatomii (w porównaniu np z histologią) uczy się dość przyjemnie, przynajmniej w moim odczuciu. Materiał jest ciekawy, są dopiski o aspektach klinicznych, zdjęcia rentgenowskie... jedyny minus to to, że jest dużo materiału do opanowania w krótkim odcinku czasowym. Przykładzik:

Jest to partia materiału do opanowania w 3/4 dni, książkowo dobrych kilkadziesiąt stron (podręcznik +atlas), przy czym mamy jeszcze inne przedmioty :D
Miłym zaskoczeniem w nauce jest to, że nauka łaciny już nie sprawia problemu, mimo iż jestem kaleką językową :P Także jak ja daję z tym radę, to Wy też dacie!

A jak wyobrażacie sobie pierwszą wizytę w prosektorium? Biedni, wystraszeni studenci? Nic bardziej mylnego! Asystent podchodzi do preparatu, a my ochoczo za nim, naciągamy rękawiczki na ręce i przepychamy się, byle więcej zobaczyć, usłyszeć. Zero omdleń, zasłabnięć. Żądza wiedzy! I o ile zapach formaliny nie jest taki straszny jak głoszą legendy, to jednak oczy ciężko znoszą długotrwałe nachylanie się nad preparatami. 

No i wielkimi krokami zbliżają się pierwsze szpilki; już za dwa tygodnie! Ale najpierw dopuszczeniówka, czyli wejściówka z pytań otwartych, której zaliczenie uprawnia do przystąpienia do szpilek. Trzymajcie kciuki, bo w zeszłym roku pierwszy termin zdało 12% ;c

A wiecie co sprawia. że chętniej wstaję rano? Fakt, że trafiłam chyba do jednej z fajniejszych grup. Ludzie są mega, na prawdę :) Poszczęściło mi się, bo wszyscy mają świetne poczucie humoru, chętnie dzielą się notatkami i wszystkim co tam mają. No i większość sytuacji stresowych obracamy w żarty, więc poziom paniki zbiorowej przeważnie nie jest zbyt wysoki :) Najlepsi ludzie w Kato, polecam! :D



czwartek, 6 października 2016

2.63 Pierwsze wrażenia

W zeszłym tygodniu przebyłam spory kawałek Polski, aby się TU znaleźć, i po całonocnej podróży przywitałam stację Katowice. Podekscytowana, ale bez planu na dalszą część podróży, jeżdżąc autobusami, wchodząc w ślepe uliczki i skręcając nie w te drogi co trzeba, w końcu dotarłam do miejsca docelowego. Ufff

Następny dzień był dla mnie dniem przełomowym, tzn odbyła się immatrykulacja i oficjalnie wstąpiłam do grona studentów. Uroczysta atmosfera, rektorzy, dziekani, kierownicy katedr i cała masa biednych pierwszaków, którzy nie do końca wiedzą co ich czeka -a nawet jak myślą że wiedzą, to się mylą :D
Oprócz tego jedna impreza integracyjna, potem druga i od razu to całe studiowanie przestało być takie straszne.
Do czasu.
Pierwsze zajęcia i dowiadujesz się, że na trójkę z histologii to trzeba mieć co najmniej 70%, a czasami to nawet więcej. Na anatomii nie jest dużo lepiej -na zaliczenie 65%. Oprócz tego straszenie na każdym kroku jak będzie ciężko, jak nas dużo w tym roku przyjęli (i ilu nas wyleci). Na biologii molekularnej na pierwszych zajęciach kolokwium...


No ale nie wszystko jest przecież takie przerażające :)

  • fajni ludzie, z którymi powoli łapię kontakt
  • anatomia, która oprócz przytłaczania rajcuje 
  • z owego kolokwium wpadła piąteczka -nie taki diabeł straszny :)
  • co najmniej jedna miła pani w dziekanacie  
  • dosyć rozsądnie rozłożony plan -nie mam dwóch poważnych przedmiotów jednego dnia\
  • miasto całkiem przypadło mi do gustu -przynajmniej póki co
Podsumowując to póki co mam w głowie wielki misz-masz, mieszają się wszelkie emocje: podekscytowanie, strach, radość, niepewność, smutek, euforia.

Jedno jest pewne: dam z siebie wszystko, żeby z powodzeniem zaliczyć rok pierwszy! :)



niedziela, 25 września 2016

2.62 Nowe

Pobudka o 6.30, śniadanie, ostatni rzut oka po pokoju by sprawdzić, czy na pewno wszystko zabrałam. Chyba wszystko. Zapakowałam się więc z rodzinką i z P. i pognaliśmy w stronę Mojego Nowego Miasta, aby urzeczywistnić przeprowadzkę. I tak oto po długiej podróży i równie męczącym wypakowywaniu walizek i kartonów stałam się Katowiczanką.
Tym razem wyprowadzka nie była dla mnie aż tak trudna, jak ta, kiedy wyjeżdżałam do liceum. Obeszło się bez łez i strachu w oczach. Wiem po prostu, że samodzielne mieszkanie nie będzie stanowiło problemu.
Bardziej martwi mnie nauka i ogarnianie spraw uczelnianych -wnioskując po tym, jak ciężko jest zdobyć informacje o rozpoczęciu roku akademickiego, przydziale do grupy, wymaganych badaniach i dokumentach, czy też tym, co mamy umieć na pierwsze zajęcia. ŚUM taki nieogarnięty i nieodkryty.
Ale jakoś to będzie, nie? :)

Ponieważ immatrykulacja jest dopiero w czwartek, to na razie ponownie jestem w domku, a w Katowicach pojawię się w środę. Na piątek planowane jest jakieś wyjście integracyjne <tyle nowych ludzi, o jaaaaa> na które na pewno się wybiorę. W poniedziałek inauguracja roku akademickiego, a od wtorku (tak mi się wydaje) rozpoczyna się zabawa, tzn. zajęcia ofc.

Do rozpoczęcia studiów: 4 dni :)

środa, 7 września 2016

2.61 I nastał wrzesień

I nastał wrzesień... a we wrześniu wszystko się zacznie!              
Wczoraj dotarła do nas informacja, że 29.09 będzie immatrykulacja /cóż za śmieszne słowo/ oraz szkolenie BHP. Wraz z tą wiadomością dotarła także kolejna fala ekscytacji, która spowodowała włożenie mojego nosa w książkę i zaczytywanie się w pierwsze tematy z anatomii. Teoria w języku polskim wydaje się porządku, ale część językowa mnie przeraża. Na pewno początek pod tym względem prosty dla mnie nie będzie, oj nie.


Ostatnio nadarzyła się też okazja i kupiłam trochę książek do anatomii, histologii oraz biologii molekularnej wraz z różnymi pomocami naukowymi (w sumie to nawet nie wiem dokładnie z czym -typowy nie do końca ogarnięty pierwszak ^^). Odbiór osobisty w Katowicach pod koniec września, także nie będzie mnie korciło, żeby zacząć się szybciej uczyć :P

Co do mojego przyszłego miejsca zamieszkania, postawiłam na stancję. Jednak cisza i spokój do nauki oraz fakt, że nigdy z nikim nie dzieliłam pokoju przeważyły szalę. Mieszkanko fajne, w dobrej lokalizacji, dość blisko do uczelni, a w dodatku pod nosem przystanek autobusowy oraz parking. Będzie dobrze -a wyprowadzka z domu za niecałe 3 tygodnie!

Tak poza tym to sprzedałam znaczną część moich książek, z których uczyłam się do matury. Zapakowałam je w walizki(!) i zawiozłam na kiermasz szkolny. Oczywiście nie udało się sprzedać wszystkiego, a mimo to zysk pokrył jakieś 80% wydatku na książki na studia, także jestem zadowolona.

Zmykam dalej odpoczywać i ładować akumulatory :)
A wszystkim licealistom, a w szczególności maturzystom życzę owocnego roku!

wtorek, 23 sierpnia 2016

2.60 Zmiany

Po pond 1,5 roku następuje zmiana banera na blogu. Etap przygotowania do matury mam już za sobą, więc pora się z nim pożegnać.


Maturalna klasa dała w kość, ale będę ją miło wspominać. 

A teraz pora iść dalej...


środa, 10 sierpnia 2016

2.59 Akademik czy stancja?

Cały stres rekrutacyjny zniknął, jedynie od czasu do czasu spoglądam na obecne progi. Szanse na dostanie się do Szczecina są minimalne, prawie równe zeru, więc przestałam zaprzątać sobie tym głowę. Zaakceptowałam to, że będę studentką ŚUM i nawet mi się ta wizja podoba :) Nie wiem, czy bym się przeniosła, gdybym rzutem na taśmę dostała się gdzieś indziej.

Obecnie największy dylemat mam w sprawie przyszłego miejsca zamieszkania: akademik czy jednak stancja. Akademik, wiadomo -blisko uczelni, znasz całą masę osób, jest z kim pogadać, jest stosunkowo tani, ale pokoje są klaustrofobiczne, zapewne bywa głośno i na pewno jest wiele rozpraszaczy. Stancja natomiast daje przestrzeń, komfort, ciszę i spokój do nauki, ale jest przeważnie znacznie dalej i jest sporo droższa. Nigdy z nikim nie dzieliłam pokoju i nie wiem czy byłabym w stanie. Póki co podanie do akademika złożone i stancja w poszukiwaniu...

Ogólnie jestem trochę /ale bez przesady/ podekscytowana tym całym studiowaniem. Jak to będzie wyglądało? Czy mi się spodoba? Czy rzeczywiście jest tak ciężko, jak mówią? Jak zniosę tak długą rozłąkę z rodziną i z P.? Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi...

Poza tym torba na studia kupiona, piórnik wyposażony (tak, mam piórnik!), system do porządkowania notatek jako tako opracowany i na razie 5 części Skawiny gotowe do użytku ;) Póki co powertowałam osteologię przez jakieś 15 minut, żeby zobaczyć jak to wygląda i nasuwa mi się jedno zasadnicze pytanie: jak ja to zapamiętam? :P
Pewnie nie będzie aż tak źle :)

PS1 Nie mam póki co zamiaru się uczyć, absolutnie! Wydaje mi się, że poświęcenie jednego tygodnia września będzie wystarczające :)

PS2 Z tego co wiem to w Katowicach jest wybór między angielskim a łaciną. Jak myślicie, co lepiej wybrać i dlaczego?

PS3 Byłam w górach! Było super :D

3.98 Mówcie mi Pani Doktor!

 Niesamowite, jak te 6 lat studiów zleciało! Jeszcze nie tak dawno temu dostanie się na kierunek lekarski było moim wielkim marzeniem. A dzi...