wtorek, 30 stycznia 2018

2.89

Od ostatniego posta minęło już trochę czasu i trochę się zmieniło.

Na uczelni dalej jest ciężko, ale trochę odpuściłam -wróciłam na siłownię, częściej wychodzę ze znajomymi. Jak nie pierwszy termin, to zda się w drugim. Czas wyluzować.
Poza tym zawirowania w życiu prywatnym na prawdę nie pozwalają mi się nudzić i wpaść w rutynę; wiecznie coś się dzieje. I chyba tego potrzebowałam -takiego kopa, który mnie napędzi i pozwoli znowu znaleźć złoty środek przy tym całym studiowaniu. Ogólnie -nie narzekam ;)

Najważniejsze, że udało mi się jakiś czas temu wyjść na prostą z immunologią i jestem dopuszczona do piątkowego zaliczenia końcowego z tego przedmiotu (w przeciwieństwie do połowy mojej grupy na ten moment; serio). Aczkolwiek patrząc na pytania z zeszłych lat nie napawa mnie to optymizmem :P

Egzamin ustny z angielskiego -zaliczony i to całkiem przyzwoicie.
Egzamin pisemny -w przyszły wtorek... I tu mi się przyda trochę wsparcia mentalnego i trzymania kciuków, bo asem z tego przedmiotu nie jestem :P Dzisiaj zaczynam naukę i zobaczymy co z tego wyjdzie....

Co do biochemii -dwa pierwsze kolokwia zdane, trzecie (z hormonów) pisałam wczoraj. Wyników ciągle nie ma, a ja mam bardzo mieszane odczucia co do tego, czy zdałam...




czwartek, 14 grudnia 2017

2.88 Uczelnia zabija

Dzisiaj krótki wpis... jest po pierwszej w nocy, a mnie czekają jeszcze jakieś 2 godziny pracy.

Drugi rok to istny morderca; morderca energii życiowej; wolnego czasu i chęci do życia. Mam wrażenie, że ostatnimi czasy tylko się uczę -dosłownie... (no dobra; przeważnie siedzę od rana do nocy, ale raz na jakieś 2 tygodnie robię reset -wyjście ze znajomymi, kino, bar, cokolwiek...).

Co na uczelni:
-immunologia morduje bardzo (wpisuje się w konwencję roku drugiego...)
-z biochemii idzie różnie -problem z seminarkami, a ćwiczenia idą na tyle dobrze, że może wyrobię na zwolnienie z egzaminu
-fizjologia to moja miłość i średnią z seminariów póki co mam powyżej 4,5.

***

Jak dobrze, że święta już tuż tuż, bo prawdę mówiąc jestem już bardzo zmęczona. Zaczynamy żartować ze znajomymi z grupy, że umrzemy z wycieńczenia, od nałogów -i nas to na prawdę śmieszy. Śmiech przez łzy. Tak jest źle.

Ciekawostka: Wiecie, że kobieta lekarka w województwie śląskim żyje statystycznie 9 lat krócej niż jej koleżanka nie-lekarka z tego samego województwa?


I chociaż rzeczywistość studiowania jest bardziej przerażająca od wyobrażeń -cieszę się, że tu jestem. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Będzie warto.

Przynajmniej mam taką nadzieję.


wtorek, 14 listopada 2017

2.87 List-opad

Ostatnio na uczelni panuje względny spokój. Brak większych zaliczeń i chwilowe delikatne rozluźnienie atmosfery. Gdzieś tylko w oddali tli się wizja konieczności nadrobienia zaległości z immunologii, które dopadły zdaje się znaczną część rocznika, a także wizja nadciągającego zaliczenia części ustnej egzaminu z angielskiego, która odbywa się u nas w trakcie trwania semestru, a nie w sesji. Postawiłam na temat zgodny z moimi zainteresowaniami i postanowiłam przygotować prezentację ocierającą się o klimat bloku operacyjnego. Będzie trzeba powoli się zabierać za jej przygotowanie.
Poza tym jestem zauroczona fizjologią -zarówno częścią teoretyczną jak i praktyczną. 

Student + igły =szczęśliwy student :D 

Któregoś dnia napiszę dłuższy wpis o tym jak wyglądają laborki na drugim roku, ale powiem tyle -krew leje się strumieniami :D

Dobry sposób na spędzenie wolnego czasu? Łamigłówki i lektura, na tematy które nas interesują. Polecam zainteresowanym między innymi artykuł Genowe rewolucje ;)

wtorek, 31 października 2017

2.86 Biochemia i sposoby na naukę ;)

Zacznę od informacji, że zaliczyłam kolosa z bioszki <3 Jakby mi ktoś w liceum powiedział, że się będę z trói tak cieszyć, to bym chyba nie uwierzyła :P A cieszył się ze mną wczoraj cały przedział w pociągu, bo wyniki przyszły akurat jak jechałam do domku :D

Oprócz tego zaliczyłam Promocję zdrowia i tym akcentem pożegnałam się z tym przedmiotem, który składał się aż z dwóch zajęć ;)

Chciałabym trochę wspomnieć o tym jak wygląda moja nauka na studiach w tym momencie. Na pierwszym roku uczyłam się w sposób nieefektywny (szczególnie mowa tu o histologii) i musiałam to zmienić, bo przedmioty jakie mam teraz wymagają szybkiego zapamiętania dużej liczby szczegółowych informacji.
Od czego zaczynam naukę? Sprawdzam na rozpisce katedry jakie są szczegółowe wymagania co do danego tematu -żeby nie zapomnieć się czegoś nauczyć, a co ważniejsze przy niedoborze czasu -żeby nie nauczyć się więcej niż wymagają na dany moment.
Następnie otwieram obowiązujący podręcznik/piony/sylabus... cokolwiek co zawiera informacje, które powinnam przyswoić i czytam tekst wybiórczo -omijam to, co wydaje mi się zbędne ;) Oczywiście robię też z tego notatkę (w formie elektronicznej, bo pismo się popsuło i jest problem z doczytaniem :P).
Notatka ta jest dla mnie świętością i muszę ją znać lepiej niż tekst ulubionej piosenki. Objętościowo prezentuje się to na przykład tak: fizjologia, Ganong (podręcznik) -temat miał jakieś 80 stron -moja notatka 4. Esencja, której znajomość jest na prawdę niezbędna ;)
Potem trzeba oczywiście przejrzeć pytania z zeszłych lat i zobaczyć, czy na podstawie już posiadanej wiedzy jest się dobrze przygotowanym -i o dziwo -przeważnie już jest na prawdę nieźle ;) Bazy w razie czego też trzeba nauczyć się na pamięć, bo może akurat któreś pytanie się powtórzy ;)
Potem zostaje tylko doszlifowanie -jeszcze raz otwieram wymagania katedry i patrzę, czy wszystkie poruszane zagadnienia są mi znane... i co ważne -czy umiem to dokładnie i na pamięć. Tzn. jak np uczyłam się na kolosa z bioszki i miałam do nauczenia się nazwy leków -inhibitorów replikacji, transkrypcji, translacji -i wiedziałam, że to jest ważne życiowo i że są z tego pytania -to uczyłam się tak długo, aż umiałam wymienić wszystkie po kolei z opisem patrząc w sufit...
Czyli można powiedzieć, że moją metodą na sukces jest nauczenie się 30% materiału tak, żeby dał 80% wyniku. I powiem tam tak -może brzmi to trochę niewiarygodnie, ale ja te 30% mam naprawdę opanowane i są to rzeczy, które zostają w głowie na bardzo długo.... I są do informacje, które rzeczywiście się do czegoś przydają...
Mam koleżankę, która zawsze próbuje się  nauczyć wszystkiego (z resztą tak jak ja na pierwszym roku) i w efekcie umie wszystko po łebkach -czyli nic... Przekłada się to oczywiście na oceny z seminariów...

Jeśli natomiast mogłabym coś doradzić od siebie pierwszakom, którzy teraz męczą się nad anatomią: dużo łatwiej przebrnąć przez tekst ciągły przeplatany nazwami własnymi -jak wiesz o czym czytasz ;) Zawsze zanim wzięłam się za podręcznik to zapoznawałam się z atlasem i mianownictwem anatomicznym. Dużo więcej się wtedy wynosi z nauki, bo nie trzeba sobie wyobrażać co jak wygląda, bo po prostu już to wiesz ;) Już nie wspominając o tym, że gdy zabrakło czasu lub po prostu dopadł leń -to na przejrzeniu atlasu się kończyło -i przeważnie było to w pełni wystarczające do czynnego uczestnictwa w zajęciach, a do podręcznika wracało się ciut później ;)

W związku z tym, że zaliczam się do grona szczęśliwców (z tego co wiem -niezbyt dużego), którzy zaliczyli bioszkę -mam dzisiaj wolne! Nie zrobię absolutnie nic naukowego :D Także post napisany, czas wziąć się trochę za jakąś książkę i może nawet w grę jakąś pograć :D




niedziela, 29 października 2017

2.85 #medstudent

Dzisiaj tylko szybkie info.

Tydzień minął mi całkiem nieźle, nie licząc tego, że mało spałam i byłam wycieńczona. Fakt o studiowaniu medycyny, do którego raczej nikt się nie przyzna: można spać łącznie 9 godzin w ciągu czterech nocy, mimo, że to nie sesja...(To wynik mojej koleżanki z tego tygodnia; u mnie wyglądało to trochę lepiej).

/Wspominałam już, że 2 rok na ŚUMie jest dość ciężki?/

W gruncie rzeczy udało mi się załapać na dopuszczenie do kolosa z biochemii (co w mojej sytuacji wcale nie było takie oczywiste) i z czego jestem bardzo zadowolona. Seminarium z fizjologii zaliczone elegancko na 4,5 ;)
A już jutro wspomniane kolokwium z bioszki. W sumie to jestem w miarę dobrej myśli i żyję nadzieją, że uda mi się go zdać w pierwszym terminie. Trzymajcie kciuki ;)

Piony z biochemii takie są ;c

piątek, 20 października 2017

2.84 Nowe wyzwania

Drugi rok, czyli jak ogarnąć 150 stron podręcznika w 2 dni; jak napisać i wygłosić przemówienie po angielsku pierwszy raz w życiu... jak trafić w większości na ciężkich do przejścia prowadzących i mierzyć się z ich wymaganiami i zatrważająco niską zdawalnością...
Ale jakoś to będzie; wielu przed nami sobie poradziło to i my damy radę ;)  

Kiedy zbliża się ciężki tydzień...

wtorek, 17 października 2017

2.83 Studenci białego fartucha

Parę faktów o drugim roku:
1. Na większość zajęć przychodzimy w fartuchach lekarskich -że niby tacy ważni :D
2. Coraz więcej bawimy się wszelkiego typu probówkami, odczynnikami, surowicami i wszystkim co związane z laboratorium.
3. Usłyszeliśmy, że w sumie to już prawie jesteśmy lekarzami; no 10/10, sala zareagowała wybuchem śmiechu ;)
4. Trochę więcej nauki na logikę niż typowo na pamięć -całe szczęście ;)
5. Pierwsze zajęcia kliniczne -onkologia.
6. Część rzeczy, których się uczymy wydają się mieć ścisły wpływ na nasze życie zawodowe -fizjologia wydaje się być w porządku.
7. Mniej zajęć na uczelni, czyli więcej czasu na naukę w domu (przynajmniej teoretycznie :P)
 
Poza tym zapowiada się, że następny tydzień będzie wyjątkowo ciężki... Trzymajcie kciuki ;)

Autor: Kronikarz; dumna z ŚUMu <3 Rezydenci -jesteśmy z Wami!

2.89

Od ostatniego posta minęło już trochę czasu i trochę się zmieniło. Na uczelni dalej jest ciężko, ale trochę odpuściłam -wróciłam na siłown...