środa, 10 sierpnia 2016

2.59 Akademik czy stancja?

Cały stres rekrutacyjny zniknął, jedynie od czasu do czasu spoglądam na obecne progi. Szanse na dostanie się do Szczecina są minimalne, prawie równe zeru, więc przestałam zaprzątać sobie tym głowę. Zaakceptowałam to, że będę studentką ŚUM i nawet mi się ta wizja podoba :) Nie wiem, czy bym się przeniosła, gdybym rzutem na taśmę dostała się gdzieś indziej.

Obecnie największy dylemat mam w sprawie przyszłego miejsca zamieszkania: akademik czy jednak stancja. Akademik, wiadomo -blisko uczelni, znasz całą masę osób, jest z kim pogadać, jest stosunkowo tani, ale pokoje są klaustrofobiczne, zapewne bywa głośno i na pewno jest wiele rozpraszaczy. Stancja natomiast daje przestrzeń, komfort, ciszę i spokój do nauki, ale jest przeważnie znacznie dalej i jest sporo droższa. Nigdy z nikim nie dzieliłam pokoju i nie wiem czy byłabym w stanie. Póki co podanie do akademika złożone i stancja w poszukiwaniu...

Ogólnie jestem trochę /ale bez przesady/ podekscytowana tym całym studiowaniem. Jak to będzie wyglądało? Czy mi się spodoba? Czy rzeczywiście jest tak ciężko, jak mówią? Jak zniosę tak długą rozłąkę z rodziną i z P.? Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi...

Poza tym torba na studia kupiona, piórnik wyposażony (tak, mam piórnik!), system do porządkowania notatek jako tako opracowany i na razie 5 części Skawiny gotowe do użytku ;) Póki co powertowałam osteologię przez jakieś 15 minut, żeby zobaczyć jak to wygląda i nasuwa mi się jedno zasadnicze pytanie: jak ja to zapamiętam? :P
Pewnie nie będzie aż tak źle :)

PS1 Nie mam póki co zamiaru się uczyć, absolutnie! Wydaje mi się, że poświęcenie jednego tygodnia września będzie wystarczające :)

PS2 Z tego co wiem to w Katowicach jest wybór między angielskim a łaciną. Jak myślicie, co lepiej wybrać i dlaczego?

PS3 Byłam w górach! Było super :D

20 komentarzy:

  1. Ja już zdecydowałam i w tym roku postanowiłam na stancję, bo mam średnie doświadczenia z akademikiem. Szczególnie, że do nauki chciałabym mieć ciszę i spokój, a w wiadomo w mieszkaniu jest o to dużo łatwiej. Też jestem podekscytowana jak to będzie, czy sobie poradzę, ale staram się podchodzić do tego z optymizmem, a nie ze strachem.
    Pozdrawiam :)

    http://depozyt-mysli.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie... osoby, które chcą się uczyć przeważnie narzekają na akademiki. Wydaje mi się, że u mnie też skończy się na stancji. Pozytywne nastawienie to połowa sukcesu! :)
      A bloga przeczytałam ostatnio praktycznie od deski do deski :) Pozdrawiam również!

      Usuń
  2. Ja bym zdecydowanie postawiła na stancję... Jak się dobrze poszuka można coś znaleźć niewiele droższego od akademika ;). Argument o tym, że przesył informacji dobry wg mnie już nie działa, bo mamy fejsbuka, maila roku. Ludzi można poznawać na imprezach. Są oczywiście osoby, które lubią klimat akademika, mnie jednak te legitymowanie się u pań z portierni, restrykcje co do późnowieczornych odwiedzin i druga osoba w pokoju zbyt mocno działałyby na nerwy ;). Ale jak mówię - co kto lubi. Niektórzy nie wyobrażają sobie życia poza akademcem.

    Też nie wyobrażałam sobie, jak można to wszystko zapamiętać, w ogóle Skawiny to były pierwsze książki, które wpadły w moje ręce. Przeczytałam losową stroną i myślę sobie - kurczę, to jest tak nudne, tak skomplikowane i tak powalone, że ja wylecę z tych studiów po miesiącu. Dobrze, że mi ktoś potem powiedział, że są jeszcze atlasy, wykłady, Gray, Moore, nie pamiętam z czego tam poza tym korzystałam, ale na pewno przyjaźniejsze były w odbiorze od Skawin :D.

    U mnie był i angielski, i łacina. Wolałam łacinę, nie umiem powiedzieć dlaczego, ale dobrze mi się jej uczyło. A jak już umiałam nazwy łacińskie, douczenie się angielskich to było 15-20 min. Odwrotnie to nie działa, niestety. Łacina na początku może wydawać się kłopotliwa, potem pamiętasz te nazwy lepiej niż polskie - jak się pojawiało dużo zadań z wpisywaniem polskich nazw na kolosie, często był pogrom na roku. Moja teoria jest taka, że do zapamiętania łacińskich musisz włożyć więcej wysiłku, toteż w głowie zostają na dłużej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym przesyłem informacji to w sumie racja! Przy tych wszystkich dostępnych komunikatorach pewnie nie będzie żadnego problemu. No i konieczność posiadania współlokatora, a przecież nigdy nie wiadomo na kogo się trafi. Chyba jednak będzie stancja :)

      Mam nadzieję, że uda mi się okiełznać tę anatomię :D Na pewno się nie poddam :D

      I tak właśnie mi się wydaje, że na łacinie lepiej się wyjdzie. Zdaje mi się też, że jednak póki co jest powszechniejsza niż angielski np w śród wykładowców...

      Usuń
  3. W jakich górach byłaś? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdecydowanie wybierz stancje ;) ja mieszkam w malutkim dwupokojowym mieszkanku z dziewczyna tez z mojego kierunku i warunki do nauki mamy super ;) ale czesto bywam tez w akademiku bo mieszkają tam moi znajomi z grupy i powiem ci tak: jesli potrzebujesz do nauki ciszy absolutnej to zdecydwanie odradzam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak jest, cisza jest niezbędna :D Słyszałam tylko, że te medyczne akademiki są cichsze niż wszystkie inne, ale na pewno nie ma co porównywać do spokoju na stancji. Także raczej zrobię tak jak doradzacie :)

      Usuń
  5. Mogłabyś coś napisać o sposobie robienia tych notatek?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam jeszcze sposobu na robienie notatek, tylko na ich porządkowanie :) -segregator, teczki, koszulki... :) Jak znajdę fajną metodę na robienie notatek na studiach, to dam znać!

      Usuń
  6. Po roku wynajmowania pokoju w mieszkaniu zdecydowałem się na akademik. Też miałem trochę obaw, ale współlokator okazał się świetnym człowiekiem. W wielu akademikach są pokoje cichej nauki, ale niezłym rozwiązaniem bywa też biblioteka. No i na pewno w akademiku jest raźniej. A możliwość wyjścia z pokoju na 5 min przed zajęciami - bezcenna! ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie udało się wynająć pokój w mieszkaniu, gdzie łącznie ze mną będzie trzech studentów medycyny, więc narzekać na brak spokoju nie będę. :D A medyczne akademiki same w sobie nie są takie złe, rozważałam (choć nie wiem, czy by mnie przyjęli), szczególnie że mają pokoje do nauki - ale bałam się wspólnych łazienek. Doświadczenie z waletowania po akademikach pozostaje na całe życie, podobnie jak trauma po ujrzeniu ich łazienek, brr. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czasami zatrzymuję się w akademikach (studenci uczelni medycznych mają zniżki i płacą np. 17 zł za dobę w przypadku niektórych należących do UM, także tylko korzystać) i cóż, no, co innego kilka dni, ale cały rok ze wspólną, koedukacyjną łazienką? Oj, ciężko by było to znieść.

      Usuń
  8. Na pocieszenie powiem, że później się okazuje, że akurat osteologię da się wkuć w jeden wieczór :D

    A jeżeli chodzi o języki to tutaj zależy czy mówisz o anatomii, czy oddzielnym przedmiocie. Jeżeli chodzi o anatomię, to bierz łacinę. Nazwy wchodzą do głowy już przy czytaniu Skawin, a poza tym "pomoce medyczne" są nagrywane przez lekarski tylko w tym języku. Jeżeli jednak mówimy o dodatkowym przedmiocie to tylko angielski.
    Ja miałam oba języki i łacinę wspominam strasznie. Całymi godzinami siedzieliśmy tylko klepiąc kolejne deklinacje, których i tak już nie pamiętam. Angielski za to był bardzo przydatny i jeżeli ktoś miał opanowany język na poziomie maturalnym to nie sprawiał dużych trudności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko że łacina jako oddzielny przedmiot a łacina w anatomii to niebo a ziemia. W anatomii kujesz słówka i tyle.

      Usuń
  9. A ja piszę, bierz ANGIELSKI, będziesz mieć łatwiej (nikt nie odejmuje punktów za odmianę bo jej nie ma) to po pierwsze a po drugie to...łacina to przeżytek, angielski teraz króluje na całym medycznym świecie. BIERZ ANGIELSKI dla własnego dobra.

    OdpowiedzUsuń
  10. Wygląda na to, że razem będziemy pierwszoroczniakami na ŚUMie w Katowicach. :) Miałam podobny dylemat do ciebie - nie chciałam iść na uczelnię zbyt daleko od domu, więc zostaję na Śląsku, zamiast iść do Warszawy. Dla mnie to i tak 1.5 godziny jazdy autobusem w jedną stronę jak dobrze pójdzie, więc też będę starać się o akademik w Kato lub jakieś mieszkanko. Ciężko mi będzie dojeżdżać codziennie o 6.20, by być w Katowicach na 8 rano. Może jeszcze w grę wejdzie autko, ale najpierw muszę zdać egzamin... Mam termin za dwa dni.
    Jeszcze nie mam żadnych papierowych książek, tylko kilka pdfów. Jeżdeli chodzi o język, preferuję angielski - w liceum mieliśmy praktyczne wszystkie przedmioty po angielsku, więc jestem już trochę do niego przyzwyczajona :)
    Miłych wakacji

    OdpowiedzUsuń
  11. Najchętniej bym powiedziała, że jeden i drugi język. Angielski wiadomo - przydaje się wszędzie. A co do łaciny, no nie wiem, czy przeżytek. Wciąż używa się łacińskich nazw, zwrotów. Poza tym, wiele słów pochodzi z łaciny i jeśli się ją chociaż trochę zna to też ma się po prostu szerszą znajomość słownictwa ogólnie. A co do mieszkania, no jedno i drugie ma swoje zalety i wady, ale chyba wybrałabym akademik.

    OdpowiedzUsuń
  12. Też mam piórnik. Nie potrafiłabym przez 5 minut szukać w torebce walającego się w niej długopisu. Stancja czy akademik? Dla ceniących ciszę, raczej to pierwsze. Chociaż też można trafić na różnych lokatorów, chyba, że wynajmujesz ze znajomymi.

    OdpowiedzUsuń

2.96 Walka trwa

Piszę do Was odrywając się na chwilę od przerabiania starych pytań z patomorfologii, z której egzamin już w przyszły wtorek. Nauka idzie moz...