niedziela, 13 marca 2016

1.36 Quo vadis?

Kolejny tydzień za mną. Tydzień, w którym wywalczyłam sobie brzuchatą piąteczkę z matematusi oraz pikną średnią na świadectwie (pięć i jeszcze troszkę ;) Powtórzyłam też ekologię i skończyłam caluśki materiał z chemii. I zrobiłam w sumie 3 i pół arkusza :P


Ze spraw poza szkolnych -udało mi się pobić własny rekord w układaniu Kostki Rubika, także M. jest szczęśliwa :D

Natomiast wczoraj postanowiłam, na które uczelnie będę rekrutować. I tak oto, w kolejności według której mi zależy są to: Poznań, Wrocław, Gdańsk, Bydgoszcz, Szczecin, Katowice (oraz opcjonalnie Kraków -jeśli matura z matmy pójdzie dobrze).
Pół dnia zabrało mi stworzenie tej listy -przekopanie połowy internetów, przeczytanie setek opinii o uczelniach, miastach; rozważenie odległości od domu. Jednym słowem: wszystkich za i przeciw. A wy macie już taką listę? Czym się kierujecie? Która uczelnia waszym zdaniem jest najlepsza? :)

wtorek, 8 marca 2016

1.35 Just 56 days...

Niby czasu coraz mniej, ale jeszcze nie czuję presji. Robię swoje.
Tak jak mówiłam, po zaliczeniu z biochemii (na 90%) powróciłam do rozwiązywania arkuszy z biologii. Idzie nieźle, ale nie tak dobrze jak bym chciała -myślę, że jest to skutek tego przestoju w rozwiązywaniu dużej ilości zadań który sobie zafundowałam. I tutaj apel do was Maturzyści: jeśli jeszcze nie robicie arkuszy, to rzućcie wszystko, nawet w tym momencie, post poczeka, i zacznijcie robić maturki! Naprawdę! Wiedza wiedzą, a zadanka żyją swoim życiem.
Z powtórek z chemii utrzymuję stały poziom -80%, co przy podejściu mojej nauczycielki "wiem, że tego nie będzie na maturze, ale jak dacie radę z tym, to dacie radę ze wszystkim" uważam za niemałe osiągnięcie :)

 Z informacji dodatkowych:
  • ciągle walczę o nie najgorsze świadectwo -a właściwie tylko o ocenę z matmy (niby trochę szkoda czasu, ale i tak zdaję to na poziomie R, więc może warto jeszcze poćwiczyć?)
  • terminy matur ustnych -po połowie maja ;/
  • wystawienie ocen już za 10 dni ;o
Także ten...56 dni

poniedziałek, 29 lutego 2016

1.34 Nihil novi

U mnie nic nowego. Uczę się trochę, żeby nie mieć wyrzutów sumienia...
Co nie zmienia faktu, że ten weekend do najbardziej pracowitych nie należał. Trochę się pouczyłam (tudzież udawałam, że się uczę), a potem robiłam słodkie NIC.


Ostatnio za mało odpoczywam, także nie mam sobie za złe tego jednego luźniejszego weekendu. Miałam w końcu trochę czasu dla rodzinki, na obejrzenie jakiegoś filmu :) Ogólnie full relax :)

Ale mamy nowy tydzień, nowe zadania do zrealizowania, więc tak jak miałam w planach fermentacja i te inne bzdety już za mną ;)
Jutro -transport wody w roślinach.

A tak poza tym to Chirurdzy obejrzeni, Oskary rozdane. Skoro Leo w końcu dopiął swego, to nam też się uda, nie? :D


czwartek, 25 lutego 2016

1.33 Biochemia nie taka straszna

Trzeci dzień intensywnego siedzenie nad biochemią skutkuje zrozumieniem fotosyntezy i tych innych metabolizmów, enzymów i całej reszty. M. się cieczy :)
Na dzisiaj zostało mi w sumie jeszcze oddychanie, na poniedziałek cykl mocznikowy i fermentacja i to wszystko! Poszło dość sprawnie ;3

No i w środę sprawdzianik z cytologii i biochemii (zdaje się, że przedostatni w mojej szkolnej karierze ;o)
Weekend stawiam pod znakiem alkoholi. Będzie ostra biba i chlanie. I fenoli. I węglowodorów. Si babcia (jak mówi moja chemica <3). W poniedziałek kartkóweczka. Całogodzinna :D

A tak swoją drogą. Czy tylko ja mam mnóstwo planów do realizacji, kiedy będę już PO? Czasami czuję się zupełnie, jakbym czekała na jakiś impuls, pozwolenie, aby ponownie wrócić do świata, do życia...

wtorek, 23 lutego 2016

1.32 Powolutku

Do przodu, w swoim tempie, bez stresu i nerwów. Zostało jeszcze przecież trochę czasu, jeszcze zdążę wszystko zrobić, doszlifować, wyćwiczyć. Będzie dobrze!

Na powtórkach z biologii za mną: anatomia, botanika i zoologia. W trakcie cytologia z biochemią, a przede mną genetyka, ewolucjonizm i biotechnologia. Wygląda to nieźle :)
Z chemii powtórzona już cała nieorganiczna łącznie z zadaniami obliczeniowymi, a przede mną organiczna, w której i tak czuję się dość pewnie. No może z wyjątkiem związków z azotem :P 
Maturki z chemii cały czas się ćwiczą i wychodzą coraz sprawniej. W przeciwieństwie do biologii, z której arkusza nie tknęłam już ze 2-3 miesiące... Ale wracam do tego zaraz po powtórzeniu z biochemii, z której chyba najmniej pamiętam. To się (mam nadzieję) wyćwiczy...Także luzik.

No i na powrót muszę trochę pozamartwiać się ocenami na świadectwo, powyciągać co się da, bo przecież Poznań bierze pod uwagę średnią ocen... A do ich wystawienia zostały 4 tygodnie ;o Ale oczywiście bez przesady. Jak będzie tak będzie :)

A kiedy za dużo się uczysz...



poniedziałek, 15 lutego 2016

1.31 Dwa razy 39

Ogólnie nie mam nic przeciwko poniedziałkom. Dzień jak dzień i gdyby tak zawsze traktować go jak największe zło na świecie, chodziłabym naburmuszona 1/7 swojego życia. Więc po co.
Dzisiejszy poniedziałek jednak do łatwych i bezproblemowych nie należał, gdyż miałam trochę zaliczeń. Kartkówka z pochodnej i ekstremów poszła super (5/5), sprawdzian z powtórek z matmy zdecydowanie gorzej... 
Oprócz tego zaliczenie z chemii z zadanek obliczeniowych (pH, alfa i te sprawy) poszło okay, 8/10 :)
No i na deser, a właściwie to na start dnia miałam próbną maturę ustną z polskiego. Temat wylosowałam całkiem w porządku, poszło jako tako, zdać zdałam...pytanie tylko jak. Jutro wyniki (tu będzie wynik: 90%) 


W środę sprawdzian z zoologii, więc właśnie uczę się teorii spoglądając co chwilę na pandową kamerkę, tu link dla wielbicieli pand ;P Jakby nie patrzeć, kręgowiec, nie? :P
Plany na końcówkę tego tygodnia i na cały następny tydzień: budowa komórki, metabolizm i powtórka węglowodorów :)
Robiłam na weekend maturę 2015 z matematyki rozszerzonej i poszło całkiem całkiem :) 50-60%, czyli tyle, ile chciałabym mieć z majowej :)
A do matury 78 dni. 11 tygodni. Robi się groźnie, ale nie dajmy się zwariować...

Ps Nowy odcinek Grey'sów! Już wiem, co będę robiła na dobranoc. Aaaaaa! 

niedziela, 14 lutego 2016

1.30 Mil-jon

Może ptaszki nie śpiewają, może motylek nie przysiada co chwilę na kwiatku i nie macha swoją trąbką i ogólnie wiosny za oknami nie widać, ale mimo to w serduszku jakoś tak ciepło i radośnie. A wszystko to za sprawą splotu różnych okazji, które przyszło mi ostatnio świętować :)
Weszłam oto w ostatni już rok mojego życia, kiedy to 1 dumnie stoi na przedzie; rok który mam nadzieję będzie obfitował w same dobre wydarzenia i wielkie, wielkie zmiany. Matura, długie i wyczekiwane wakacje, a potem, no cóż, czas pokaże...



Oprócz tego uczuciowo-rocznicowo, więc jak najbardziej na plus do poziomu szczęścia i stanu endorfinek.
No i święto, które ma tylu zwolenników co i przeciwników. Walentynki. Niby to komercyjne, niby kocha się zawsze a nie tylko jeden dzień w roku, ale jest to dodatkowy pretekst, żeby gdzieś wyskoczyć i zrobić coś ciekawego razem. Ja jestem na tak :)

Wszystkim zakochanym i nie tylko, szczęśliwego Walentego! :)


Trochę zawiało prywatą, ale co tam :P Raz nie zawsze :)

3.98 Mówcie mi Pani Doktor!

 Niesamowite, jak te 6 lat studiów zleciało! Jeszcze nie tak dawno temu dostanie się na kierunek lekarski było moim wielkim marzeniem. A dzi...