Trzeci dzień intensywnego siedzenie nad biochemią skutkuje zrozumieniem fotosyntezy i tych innych metabolizmów, enzymów i całej reszty. M. się cieczy :)
Na dzisiaj zostało mi w sumie jeszcze oddychanie, na poniedziałek cykl mocznikowy i fermentacja i to wszystko! Poszło dość sprawnie ;3
No i w środę sprawdzianik z cytologii i biochemii (zdaje się, że przedostatni w mojej szkolnej karierze ;o)
Weekend stawiam pod znakiem alkoholi. Będzie ostra biba i chlanie. I fenoli. I węglowodorów. Si babcia (jak mówi moja chemica <3). W poniedziałek kartkóweczka. Całogodzinna :D
A tak swoją drogą. Czy tylko ja mam mnóstwo planów do realizacji, kiedy będę już PO? Czasami czuję się zupełnie, jakbym czekała na jakiś impuls, pozwolenie, aby ponownie wrócić do świata, do życia...
Do przodu, w swoim tempie, bez stresu i nerwów. Zostało jeszcze przecież trochę czasu, jeszcze zdążę wszystko zrobić, doszlifować, wyćwiczyć. Będzie dobrze!
Na powtórkach z biologii za mną: anatomia, botanika i zoologia. W trakcie cytologia z biochemią, a przede mną genetyka, ewolucjonizm i biotechnologia. Wygląda to nieźle :) Z chemii powtórzona już cała nieorganiczna łącznie z zadaniami obliczeniowymi, a przede mną organiczna, w której i tak czuję się dość pewnie. No może z wyjątkiem związków z azotem :P
Maturki z chemii cały czas się ćwiczą i wychodzą coraz sprawniej. W przeciwieństwie do biologii, z której arkusza nie tknęłam już ze 2-3 miesiące... Ale wracam do tego zaraz po powtórzeniu z biochemii, z której chyba najmniej pamiętam. To się (mam nadzieję) wyćwiczy...Także luzik.
No i na powrót muszę trochę pozamartwiać się ocenami na świadectwo, powyciągać co się da, bo przecież Poznań bierze pod uwagę średnią ocen... A do ich wystawienia zostały 4 tygodnie ;o Ale oczywiście bez przesady. Jak będzie tak będzie :)
Ogólnie nie mam nic przeciwko poniedziałkom. Dzień jak dzień i gdyby tak zawsze traktować go jak największe zło na świecie, chodziłabym naburmuszona 1/7 swojego życia. Więc po co.
Dzisiejszy poniedziałek jednak do łatwych i bezproblemowych nie należał, gdyż miałam trochę zaliczeń. Kartkówka z pochodnej i ekstremów poszła super (5/5), sprawdzian z powtórek z matmy zdecydowanie gorzej...
Oprócz tego zaliczenie z chemii z zadanek obliczeniowych (pH, alfa i te sprawy) poszło okay, 8/10 :)
No i na deser, a właściwie to na start dnia miałam próbną maturę ustną z polskiego. Temat wylosowałam całkiem w porządku, poszło jako tako, zdać zdałam...pytanie tylko jak. Jutro wyniki (tu będzie wynik: 90%)
W środę sprawdzian z zoologii, więc właśnie uczę się teorii spoglądając co chwilę na pandową kamerkę, tu link dla wielbicieli pand ;P Jakby nie patrzeć, kręgowiec, nie? :P
Plany na końcówkę tego tygodnia i na cały następny tydzień: budowa komórki, metabolizm i powtórka węglowodorów :)
Robiłam na weekend maturę 2015 z matematyki rozszerzonej i poszło całkiem całkiem :) 50-60%, czyli tyle, ile chciałabym mieć z majowej :)
A do matury 78 dni. 11 tygodni. Robi się groźnie, ale nie dajmy się zwariować...
Ps Nowy odcinek Grey'sów! Już wiem, co będę robiła na dobranoc. Aaaaaa!
Może ptaszki nie śpiewają, może motylek nie przysiada co chwilę na kwiatku i nie macha swoją trąbką i ogólnie wiosny za oknami nie widać, ale mimo to w serduszku jakoś tak ciepło i radośnie. A wszystko to za sprawą splotu różnych okazji, które przyszło mi ostatnio świętować :)
Weszłam oto w ostatni już rok mojego życia, kiedy to 1 dumnie stoi na przedzie; rok który mam nadzieję będzie obfitował w same dobre wydarzenia i wielkie, wielkie zmiany. Matura, długie i wyczekiwane wakacje, a potem, no cóż, czas pokaże...
Oprócz tego uczuciowo-rocznicowo, więc jak najbardziej na plus do poziomu szczęścia i stanu endorfinek.
No i święto, które ma tylu zwolenników co i przeciwników. Walentynki. Niby to komercyjne, niby kocha się zawsze a nie tylko jeden dzień w roku, ale jest to dodatkowy pretekst, żeby gdzieś wyskoczyć i zrobić coś ciekawego razem. Ja jestem na tak :)
Wszystkim zakochanym i nie tylko, szczęśliwego Walentego! :)
Trochę zawiało prywatą, ale co tam :P Raz nie zawsze :)
Dzisiaj nastał ten dzień, w którym M. wyłączyła budzik i poszła spać dalej (a musicie wiedzieć, że zdarza mi się to w rannej porze niezwykle rzadko). Na szczęście niezastąpiona w tym wypadku była moja mama, która zadzwoniła z kontrolą, czy aby na pewno zwlokłam się z łóżka. Zerwałam się i w ułamku sekundy byłam na nogach. 40 minut później niż zwykle :D Do szkoły dążyłam rezygnując z porannej kawusi, zrobienia drugiego śniadania, czy też jakiegoś lekkiego makijażu (malowanie rzęs stojąc na światłach zawsze spoko +dezaprobata wypisana na twarzy widzącego to mężczyzny w samochodzie obok :p)
Potem było już zdecydowanie z górki, nie licząc sprawdzianu z z rachunku różniczkowego, na który poszłam niestety nieprzygotowana -priorytetem w dniu wczorajszym była biologia :)
Co do zeszłotygodniowych zaliczeń, to jestem zadowolona z wyników: biologia 14/15 pkt, chemia 32/40 (80%).
Jutro kolejne zaliczenie z chemii -stężenia i rozpuszczalność -niesamowite mamy to tempo powtórek...
Bezkręgowce za mną, strunowce w trakcie :)
Pod okiem mojego korepetytora zrobiłam też maturę z chemii 2015 -93%!
Kochani Maturzyście, zostało nam 85 dni na walkę o marzenia! Trzymajcie się! :)
Wyniki z próbnych matur -podsumowanie
polski 84%
matematyka podstawowa 74%
niemiecki podstawowy 79%
biologia R 70%
chemia R 70%
matma R wstyd się przyznać :) ale maluutko :)
Także ten... ogólnie to jestem bardzo zadowolona.
A dzisiaj M. się uczy na jutrzejszy sprawdzian z biologii obejmujący calutką botanikę (+grzyby i protista) z kawusią w ręku of course.
W tym tygodniu czeka mnie jeszcze sprawdzian-kobyła z chemii (cukry, stereoizomeria, budowa atomu, hybrydyzacja, redoksy, termochemia, kinetyka i statyka, wiązania i reakcje w roztworach) -powtórki takie są... Będzie fajnie!
A na biologii ruszyliśmy dzisiaj z powtórkami z zoologi bezkręgowców...
Setki godzin nad książkami, tysiące przeliczonych zadań, masa nerwów i stresu. Imprezy na które się nie poszło i bruki, których się nie wyszlifowało. Odpoczynek z wyrzutami sumienia, że mogło się przecież tyle w tym czasie zrobić... No w sumie po co to wszystko?
Przecież jest tyle łatwiejszych dróg w życiu, niż ślepe dążenie do zostania lekarzem. Systematyczna nauka w gimnazjum, żeby dostać się do dobrego liceum; w liceum żeby świetnie napisać maturę; potem wyczerpujące studia i na koniec stresująca i bardzo odpowiedzialna praca.
A więc w sumie dlaczego medycyna?
Większość Malutkich ma pełno pomysłów na to, co będzie robić w przyszłości. Malutka M. natomiast takich pomysłów nie miała za wiele. Jedyne co mi przyszło do głowy, to to, aby zostać żołnierzem. Czemu akurat żołnierz? Chciałam pomagać ludziom w sposób aktywny, móc być dumna, że komuś uratowałam życie (tak przynajmniej to widzę z perspektywy czasu). Jednak stopniowo to marzenie wygasało, gdy zdałam sobie sprawę, że kobieta w wojsku raczej cudów nie zdziała. I bez planów na przyszłość zostałam aż do rozpoczęcia drugiej klasy gimnazjum, kiedy to moja nauczycielka biologii, wielki postrach wśród uczniów, (prawie) zmusiła mnie abym wzięła udział w olimpiadzie z biologii. Mimo, że jestem osobą bardzo asertywną i z powiedzeniem "nie" nie mam przeważnie najmniejszego problemu, to tym razem uległam. I tak zatraciłam się w tej nauce, że się w biologii zakochałam :) A potem to już nawet nie wiem, jak mi się ta medycyna do głowy wbiła. Stało się to dla mnie oczywiste, że to jest to, czego pragnę. Współgra to z moją osobowością -uwielbiam wyzwania. A czy jest coś trudniejszego niż bycie lekarzem? (btw. usłyszałam kiedyś odpowiedź, że bycie astronautą ;) Chciałabym mieć pracę, która byłaby dla mnie wyzwaniem, żeby była to praca ambitna i wymagająca ciągłego rozwoju i samodyscypliny. To wszystko gwarantuje mi medycyna. I w sumie nie widzę dla siebie innego miejsca na świecie...
Trochę się boję tego, jak będzie wyglądał kontakt z pacjentem; czy się w tym odnajdę. Nie wszystkie specjalizacje jednak opierają się na nim w takim samym stopniu (rodzinny, a chirurg, a radiolog) i myślę, że w razie czego znajdę coś dla siebie. Szkoda, że nie mam w otoczeniu nikogo, kto byłby jakoś z tym środowiskiem związany, żeby trochę popytać i rozwiać wątpliwości.
Czas pokaże...
A najpierw to trzeba się jakoś na te studia dostać...