czwartek, 24 września 2015

1.17 Jest źle(?)

Przemierząjąc korytarze mojej szkoły napotkałam dzisiaj dwójkę ubiegłorocznych maturzystów. Po krótkiej rozmowie, dowiedziałam się, że żaden z nich nie dostał się na medycynę. Jednemu zabrakło 3 punktów. Zamierzają za zgodą dyrekcji chodzić przez cały rok na chemię i biologię z różnymi klasami, żeby lepiej się przygotować do poprawki matury. Mam nadzieję, że mnie to nie spotka ;c
Dowiedziałam się od nich, że w tym roku bardzo mało osób ode mnie ze szkoły się w ogóle dostało. Cztery. A co roku jest ok 10-12.... czyli będę rywalizować nie tylko z moim rocznikiem, ale też z rocznikiem starszym. Średnio optymistycznie.
Ogólnie to się uczę. Uczę się chemii, z naciskiem na materiał bieżący, czyli projektowanie doświadczeń i węglowodory. Mam zapał, który od czasu do czasu gaśnie przez takie akcje jak ta dzisiejsza, no i przez stres.
Nowy Witowski cz.3 i 4 już w moich rączkach. Właśnie siadam do zadanek, bo sprawdzian już blisko, a chcę go napisać jak najlepiej. Ogólnie coraz więcej tej chemii organicznej na maturze, więc nie można sobie odpuścić.
Mam nadzieję, że mi się uda, bo tak cholernie chcę nosić ten biały fartuch dłużej, niż tylko podczas zajęć laboratorium...

środa, 16 września 2015

1.16 Maturalnie

Mamy trzeci tydzień września, co oznacza, że klasa maturalna zaczęła się już na dobre. Kartkówki, sprawdziany, natłok zadań do przeliczenia i lektur do przeczytania. I oczywiście słowa, które niosą się echem po korytarzach i wpadają regularnie do gabinetów lekcyjnych, tworząc nie małe zamieszanie na naszych twarzach, (i co ważniejsze) w naszych sercach i głowach: "Wkrótce matura-ura-ura-uraaa".
Można się przestraszyć, nie?
Mam wrażenie, że to od tego się pochorowałam. No bo niby od czego innego? Stres i siedzenie z nosem w książkach do nocy na prawdę nie działają dobrze na młody organizm. Tym bardziej, że nauczyciele, jak co roku, przez wakacje zbierali siły, aby teraz nie dać nam żyć. Ja rozumiem: najważniejszy rok w naszym dotychczasowym życiu, egzamin, który zaważy na naszej przyszłości...ale matematycy przesadzają! Codziennie 2 godziny liczenia zadań na dzień następny, a ponadto dołożyli nam 40 wspaniałych zadań, których zrobienie jest przepustką do napisania obowiązkowej, tak obowiązkowej diagnozy. Wspaniale... /Cudne 11 godzin wyjęte z życiorysu. Po co komu weekend/
Kołderka, herbatka, witaminka C i dużo, dużo snu. I tak już trzeci dzień jestem w domu, ale chyba zmierza ku dobremu, bo czuję się już lepiej (czyt. nie potykam się o własne nogi i potrafię wysiedzieć więcej niż 2 godziny bez spania).
Pierwsza kartkówka z chemii organicznej za mną. Napisana na 70%. Nieźle, ale mogło być lepiej. W ostatnim momencie zorientowałam się, że źle zrobiłam zadanie z izomerami, ale nie zdążyłam już poprawić całego (a byłoby 85%). Oceny to nie wszystko, a czuję, że wiedzę mam :) tym bardziej, że tę kartkówkę pisałam na ostatniej lekcji, zanim zwolniłam się do domu z powodu choroby.
Chciałabym mieć trochę więcej luzu w szkole, żeby mieć czas na własne przygotowania do matury. Postaram się lepiej zorganizować sobie czas w przyszłym tygodniu i zobaczymy.
I jeszcze jedno. Biorę udział w zajęciach laboratoryjnych z chemii i jest bosko. Wybuchy i wrzaski "Uwaga, niosę kwas, uwagą, kwas solny!" Coraz bardziej mi się to podoba :)

środa, 12 sierpnia 2015

1.15 Walka z sumieniem

12.08, co oznacza, że miałam 2 tygodnie przerwy w robieniu zadań. Um ;x
Dzisiejszej nocy przyśniła mi się zarówno moja nauczycielka chemii jak i korepetytor, co całkiem nieźle wywołało wyrzuty sumienia, że się tak obijam. Tak więc powróciłam z dniem dzisiejszym do rozwiązywania Wicia. Ku mojemu zadowoleniu zadania od razu zaczęły mi wychodzić, tak więc materiał przyswojony w lipcu przyjął się chyba na dobre.
Byłam na Woodstocku. Pierwszy raz zawiodłam się na koncercie, na którym mi najbardziej zależało. Ale przynajmniej atmosfera ponowie świetna.
No i Norwegia! To bez dwóch zadań póki co najlepszy kraj, który dane mi było odwiedzić. Piękne widoki, podejście do życia jej mieszkańców...ahh, na prawdę było cudownie.
Taki oto widoczek udało mi się uwiecznić :)
Może kiedyś tam wrócę, tak na chwilę i przypadkiem zostanę na stałe? Czas pokaże.

A teraz wracam do stechiometrii równań chemicznych...

wtorek, 28 lipca 2015

1.14 Maturalnie -czyli z jakich książek przygotowuję się do matury; part I CHEMIA

W odpowiedzi na prośbę Pauli postanowiłam napisać post o tym, z jakich książek przygotowuję się do matury. Jako, że w te wakacje skupiam się na chemii, to od niej właśnie zacznę.

Na moje szczęście chemia w mojej szkole jest na dość wysokim poziomie, więc całą teorię mogę na spokojnie brać z notatek. Wystarczy jedynie je przyjrzeć, streścić i przyswoić. Nic trudnego ;) Jest to zadowalające tym bardziej, że podręcznik, który (teoretycznie) używany jest na lekcjach, jest na prawdę mało przydatny. Mowa tu o podręczniku "To jest chemia 1" z Nowej Ery. Uczy się z niego bardzo ciężko, ze względu na niesprecyzowanie podstawowych wiadomości i zbyt obszerne opisy poboczne. Kiedy po nieobecności w szkole chciałam na jego podstawie nadrobić zaległości... to ich po prostu nie nadrobiłam. Nie polecam.
Jak źle by nie mówić o podręczniku, to jeszcze gorszy jest zbiór zadań (Zbiór zadań To jest chemia Nowa Era). Odpowiedzi są jedynie do części zadań rachunkowych, a do zadań pytających o wiadomości kompletny ich brak. Jaki sens jest robić zadania, skoro po ich zrobieniu nie wiesz, czy zrobiłeś je dobrze?

Więc z czego tak na prawdę się uczę?
1. Streszczone notatki z lekcji. Założyłam sobie zeszyt, w którym wypisuję wszystko to, co wydaje się być ważne i niezbędne. Robię to w oparciu o wytyczne podstawy programowej. http://men.gov.pl/wp-content/uploads/2011/02/5d.pdf od strony 10 ;)
2.Dariusz Witowski Chemia 1,2. Póki co jestem w posiadaniu dwóch pierwszych części i jestem bardzo zadowolona. Myślę, że wszyscy tę książkę znają, ale parę słów nie zaszkodzi powiedzieć. Każda z części zawiera ok 1200-1400 zadań autorskich oraz co ważniejsze z matur z lat ubiegłych. Co ważne do wszystkich zadań są odpowiedzi (z nielicznymi błędami) co znacznie ułatwia kontrolę postępów.
3.Chemia. Vademecum maturalne. Operon. Książka moim zdaniem jest świetna! Cała teoria jest na prawdę ładnie streszczona; wiedza podstawowa jest oddzielona od tej nadprogramowej; całość jest czytelna. Świetnie zrobione są też schematy rozwiązywania zadań i opisy doświadczeń, które maturzysta powinien znać. Ja mam egzemplarz z 2006 roku, ale mam nadzieję, że następcy są równie niezawodni. Korzystam i polecam!
4.Tydzień po tygodniu do matury. Dawid Kaczmarek. Wydawnictwo Zielona Sowa. Tej książki nie znam tak dobrze jak poprzednie wymienionych, jednak zdarzało mi się do niej zaglądać w roku szkolnym. Zadania są ciekawe, wymagające i wyciągające wszystkie nasze braki na światło dzienne. Może być to bolesne, ale chyba przydatne, nie? Jasny i czytelny podział na 30 tematów, które można robić systematycznie przez 30 tygodniu. Odpowiedzi do wszystkich zadań zawierające po parę przykładowych odpowiedzi. Załączony próbny arkusz. Fajna książka. Ogólnie polecam.
5. To jest chemia. Zakres podstawowy. Rewelacji może nie ma, ale podstawa nie jest jakoś specjalnie skomplikowana i wymagająca. Trzeba jednak ją umieć na maturę rozszerzoną i z tej książki zdaje się można się w miarę przygotować. Dużo ilustracji, co pomaga w zapamiętywaniu tego całego nonsensu o środkach czystości, emulsjach i ropie naftowej... Not bad.

Na półce mam jeszcze sporo książek, ale nie wzięłam ich ze sobą do domu rodzinnego. Może od września coś jeszcze dojdzie, to dam wam znać.
A wy z czego się uczycie? Dajcie znać ;3

piątek, 24 lipca 2015

1.13 Chemia łan mor tajm

Chemia. Chemia znowu. Chemia nieustannie. Chemia ponownie po przerwie.
Ostatnio złapałam lenia i zrobiłam sobie parę dni wolnego od nauki. Na prawdę nie miałam ochoty patrzeć na te zadania, więc po prostu ich nie robiłam. Ups.
We wtorek byłam pierwszy raz na korkach i ponoć jest dobrze! Yeah, czyli nauka nie idzie na marne. Daje to trochę powera, nie powiem, że nie. Korepetytor jest w sumie pod wrażeniem i tego ile zrobiłam i jak poprawnie. Zostało tylko "łatanie luk w wiedzy" co już w pewnej części zrobiliśmy. Problem α czy He został rozwiązany, a wzbudzanie, asocjaty i wiązania wodorowe zdają się oczywiste. Następne zajęcia na spokojnie za 2-3 tygodnia, kiedy uda mi się zebrać na tyle problemów, aby mieć nad czym pracować. Od września regularne zajęcia, aby dobrze panować nad chemią organiczną.
Teraz pracuję nad wzorami empirycznymi/rzeczywistymi i wydajnością.
Postanowienie: od września chodzić na nieobowiązkowe zajęcia z chemii w szkole.

Z innych spraw, to wybieram się na parę dni do Norwegii (początek sierpnia). Ponoć jest pięknie. Jak wrócę, to się wypowiem ;)

A wcześniej Woodstock. Na pewno znowu będzie mega. Fajna muzyka, niepowtarzalny klimat i wyjątkowi ludzie. Kto nigdy nie był -zachęcam.

Korzystajmy ze słońca, póki jest. Chyba pójdę nad jezioro popływać rowerkiem wodnym. Bye :)



piątek, 17 lipca 2015

1.12 No name

Dzisiaj był no name day. Macie czasem takie wrażenie, że cały świat jest przeciwko wam? Zdarza się to chyba każdemu, więc poprzednie pytanie może pozostać retorycznym. Ma moje pozwolenie -choć nad tym mam dzisiaj kontrolę, więc korzystam, ot co.
Byłam na biwaku, od niedzieli do wtorku włącznie. Pogoda jak się domyślacie była beznadziejna; ciągłe deszcze, temperatura w dzień poniżej 20 stopni, a w nocy 8-9. Żeby było ciekawiej, to suwak od "drzwi" namiotu był popsuty i kleiliśmy taśmą (więc wiało). Przeżyłam, jestem człowiekiem lodu. A, i przebiłam oponę w samochodzie. Fajnie, nie?
Udało mi się dzisiaj też NIE uczestniczyć w korkach z chemii, bo korepetytorowi jednak coś wypadło i termin nie pasował.
(Tu był jeszcze jeden akapit o tym, jaki to był zły dzień, ale wam oszczędzę) :D
Z dobrych wiadomości/bo nie wypada tylko narzekać/ to udało mi się dokończyć te zadania z przemian jądrowych i przerobić teorię z kinetyki i statyki chemicznej i ogólnie wszystkiego wokół pojęcia mola. Trzeba teraz przeliczyć zadanka...

piątek, 10 lipca 2015

1.11 Marzenia się spełniają

Marzenia się spełniają. Póki co nie moje, ale to nic, i na to przyjdzie czas. Dzisiaj kolega ze szkoły, tegoroczny maturzysta, umieścił na facebooku taki oto wpis:
No nie powiem, Wow. Co ja bym dała, żeby móc w przyszłym roku napisać to samo. Nie dość, że medycyna, to jeszcze mój wyśniony Poznań. Zasłużył chłopak, na prawdę zdolny, indywidualny tok, finalista ekologicznej (coś nas łączy -jest nadzieja). 
Oczywiście daje to porządnego kopa. Motywacja&mobilizacja. Keep fighting.
Do godziny 13 udało mi się dokończyć te zadania z hybrydyzacji. Na pewno chcę zrobić jeszcze tą teorię z przemian jądrowych i chociaż zacząć zadania. Co z tego wyjdzie? Pojęcia nie mam. Cieszę się, że nie robię tego wszystkiego z musu. Uwielbiam uczyć się dokładnie wtedy i tylko wtedy, kiedy mam na to ochotę. W sumie to uważam, że w domu nauczyłabym się więcej, niż w szkole. Bez przymusu i presji. Tak, tak pracuje się zdecydowanie najefektywniej :) Choć pozostaje problem pozyskiwania notatek.. Jakby tak były na stronie powiedzmy ministerstwa i każdy uczeń w kraju uczyłby się dokładnie tego samego? Czy nie wyrównałoby to szans? No cóż, o ile nie zostanę ministrem edukacji to raczej nic nie zmienię. 
Tym czasem jem ciacho i popijam kawkę. Lubię kawę. Oczywiście za smak i prowadzone przy jej piciu rozmowy. W sumie to chyba jednak jej nie lubię, po prostu ją uwielbiam.
Wieczorem na pewno spotkam się z P. Breaking bad sam się nie obejrzy, nie? A poza tym obsesyjnie wręcz sprawdzam pogodę. Wybieramy się na biwak, ale coś zapowiadają deszcze i te sprawy. Oby była jakaś nagła poprawa pogody. bo jestem strasznym zmarźluchem i jak nie będzie tych 25 stopni, to chyba zamarznę ;c Słonko raz, proszę!

3.98 Mówcie mi Pani Doktor!

 Niesamowite, jak te 6 lat studiów zleciało! Jeszcze nie tak dawno temu dostanie się na kierunek lekarski było moim wielkim marzeniem. A dzi...