Zacznę od informacji, że
zaliczyłam kolosa z bioszki <3 Jakby mi ktoś w liceum powiedział, że się będę z trói tak cieszyć, to bym chyba nie uwierzyła :P A cieszył się ze mną wczoraj cały przedział w pociągu, bo wyniki przyszły akurat jak jechałam do domku :D
Oprócz tego zaliczyłam Promocję zdrowia i tym akcentem pożegnałam się z tym przedmiotem, który składał się aż z dwóch zajęć ;)
Chciałabym trochę wspomnieć o tym jak wygląda moja nauka na studiach w tym momencie. Na pierwszym roku uczyłam się w sposób nieefektywny (szczególnie mowa tu o histologii) i musiałam to zmienić, bo przedmioty jakie mam teraz wymagają szybkiego zapamiętania dużej liczby szczegółowych informacji.
Od czego zaczynam naukę?
Sprawdzam na rozpisce katedry jakie są szczegółowe wymagania co do danego tematu -żeby nie zapomnieć się czegoś nauczyć, a co ważniejsze przy niedoborze czasu -żeby nie nauczyć się więcej niż wymagają na dany moment.
Następnie otwieram obowiązujący podręcznik/piony/sylabus... cokolwiek co zawiera informacje, które powinnam przyswoić i
czytam tekst wybiórczo -omijam to, co wydaje mi się zbędne ;) Oczywiście
robię też z tego notatkę (w formie elektronicznej, bo pismo się popsuło i jest problem z doczytaniem :P).
Notatka ta jest dla mnie świętością i muszę ją znać lepiej niż tekst ulubionej piosenki. Objętościowo prezentuje się to na przykład tak: fizjologia, Ganong (podręcznik) -temat miał jakieś 80 stron -moja notatka 4. Esencja, której znajomość jest na prawdę niezbędna ;)
Potem trzeba oczywiście
przejrzeć pytania z zeszłych lat i zobaczyć, czy na podstawie już posiadanej wiedzy jest się dobrze przygotowanym -i o dziwo -przeważnie już jest na prawdę nieźle ;) Bazy w razie czego też trzeba nauczyć się na pamięć, bo może akurat któreś pytanie się powtórzy ;)
Potem zostaje tylko doszlifowanie -jeszcze raz otwieram wymagania katedry i patrzę, czy wszystkie poruszane zagadnienia są mi znane... i co ważne -czy
umiem to dokładnie i na pamięć. Tzn. jak np uczyłam się na kolosa z bioszki i miałam do nauczenia się nazwy leków -inhibitorów replikacji, transkrypcji, translacji -i wiedziałam, że to jest ważne życiowo i że są z tego pytania -to uczyłam się tak długo, aż umiałam wymienić wszystkie po kolei z opisem patrząc w sufit...
Czyli można powiedzieć, że moją metodą na sukces jest
nauczenie się 30% materiału tak, żeby dał 80% wyniku. I powiem tam tak -może brzmi to trochę niewiarygodnie, ale ja te 30% mam naprawdę opanowane i są to rzeczy, które zostają w głowie na bardzo długo.... I są do informacje, które rzeczywiście się do czegoś przydają...
Mam koleżankę, która zawsze próbuje się nauczyć wszystkiego (z resztą tak jak ja na pierwszym roku) i w efekcie umie wszystko po łebkach -czyli nic... Przekłada się to oczywiście na oceny z seminariów...
Jeśli natomiast mogłabym coś doradzić od siebie pierwszakom, którzy teraz męczą się nad anatomią:
dużo łatwiej przebrnąć przez tekst ciągły przeplatany nazwami własnymi -jak wiesz o czym czytasz ;) Zawsze zanim wzięłam się za podręcznik to zapoznawałam się z atlasem i mianownictwem anatomicznym. Dużo więcej się wtedy wynosi z nauki, bo nie trzeba sobie wyobrażać co jak wygląda, bo po prostu już to wiesz ;) Już nie wspominając o tym, że gdy zabrakło czasu lub po prostu dopadł leń -to na przejrzeniu atlasu się kończyło -i przeważnie było to w pełni wystarczające do czynnego uczestnictwa w zajęciach, a do podręcznika wracało się ciut później ;)
W związku z tym, że zaliczam się do grona szczęśliwców (z tego co wiem -niezbyt dużego), którzy zaliczyli bioszkę -mam dzisiaj wolne! Nie zrobię absolutnie nic naukowego :D Także post napisany, czas wziąć się trochę za jakąś książkę i może nawet w grę jakąś pograć :D