Póki co praktycznie codziennie walczę z moją piętą Achillesa, czyli chemią. O tak, dzielnie. Podstawa programowa to moja nowa miłość. Zaraz obok niej jest Witowski. Z tym Panem to już zdążyłam się prawie zaprzyjaźnić, choć nie jest to przyjaźń łatwa...wymaga poświęceń. Póki co udało mi się przeliczyć wszystkie zadania z budowy atomu (ok 250) i rozpocząć już wiązania chemiczne, not bad.
Mój plan jest dość ambitny. Chcę powtórzyć cały materiał. Ale oczywiście nie dajmy się zwariować, są przecież wakacje ;) Dlatego też walkę z chemią kończę przeważnie ok godziny 13 i wtedy mam już na prawdę wolne. I wiecie co? Jest to wolne, które mogę wykorzystać z czystym sumieniem na cokolwiek zechcę, bo wiem, że zrobiłam już tego dnia coś, co przybliża mnie do mojego celu ;) Także po 13 wychodzę na miasto, spotykam się z moim boyem, oglądam seriale (a właściwie jeden -Breaking bad <3 genialny i taki chemiczny :P ). Walczę!
Mam nadzieję, że trud i praca włożona w naukę chemii się opłacą ;) Musi być dobrze. Będzie.



